'To jest o tym, co może przytrafić się tak naprawdę każdemu z nas.'

wtorek, 12 czerwca 2012

Seventeen

Cześć, Kochani, jak się macie? :)
U mnie ciężko, muszę przyznać... Ale już niedługo to wszystko się skończy i będziemy mieć wreszcie spokój! Całe 2 miesiące! A ja będę mogła całkowicie poświęcić się pisaniu ( jakbym już tego nie robiła...) :D
Wiecie, jak świetnie bawiłyśmy się z Dee 2 czerwca?! Było ZAJEBIŚCIE! UAN DVD jest zdecydowanie cudowne i bardzo przyjemnie oglądało nam się je razem z @MsVictoriaS ;> Później był Twitcam, na którym prawie nikogo nie było (TO BYŁA NASZA NIESPODZIANKA!), skajpajowanie z @JBluvsBabycakes... OGÓLNIE WEEKEND BARDZO UDANY! :D Dzięki kochanej Claudii napisałam ten rozdział, w zasadzie praktycznie cały był pisany przy niej, a ona sama mi bardzo, bardzo pomogła, tworząc jeden z fragmentów, za co jestem jej cholernie wdzięczna ;)
Myślę, że resztę informacji zamieszczę pod notką...
A teraz: CZYTAJCIE! :D

***

Pogoda zdążyła się znacznie poprawić, więc nadszedł czas, by wrócić do domu. Niepewnie podszedłem do blondynki, by złożyć na jej ustach ostatni już tego dnia pocałunek. Wtulając twarz w jej pachnące cytrynowym szamponem włosy, wyszeptałem parę słów na ucho, na co zareagowała cichym chichotem i pocałowała w policzek.
Nie wiedziałem, czemu się waham. Nie powinienem był. Ona nie powinna być wystarczającym powodem dla pojawienia się jakichkolwiek wątpliwości…
Zerknąłem w bok na siedzącą w fotelu szatynkę, która przez cały czas bacznie nas obserwowała. Spostrzegając, że na nią patrzę, uśmiechnęła się lekko.
- Muszę przyznać, że słodcy jesteście – odezwała się chwilę potem, wstając i podchodząc bliżej.
- Idź już – szepnęła Claudia. Pchając mnie lekko w kierunku drzwi. – Napiszę wieczorem.
- Pamiętaj o umowie – przypomniałem, spoglądając znacząco na jej przyjaciółkę.
- Proszę cię, Harry… - Przewróciła oczami. – Za kogo ty mnie masz? Umiem dotrzymywać obietnic – powiedziała, mocno akcentując trzy ostatnie słowa. – Szczególnie, jeśli chodzi o przyjaciół i tak ważne tajemnice. – Mrugnęła do mnie, obejmując moją dziewczynę ramieniem.
Skinąłem lekko głową, jednak nie ruszyłem się z miejsca. Nie mogłem. Chciałem zostać.
April pokręciła zrezygnowana głową i pociągnęła w kierunku wyjścia, następnie praktycznie wypychając z mieszkania.
- Ejj!
Skąd tak drobna osóbka ma tyle siły?!
- Wierz mi, nie chcesz patrzeć jak ją będę torturować, więc lepiej idź – zaśmiała się, lustrując mnie wzrokiem. – I pamiętaj, że jak coś jeszcze jestem na spacerze. To cześć! – Machając mi jeszcze na pożegnanie, zamknęła drzwi przed samym nosem.
Lekko zrezygnowany udałem się w kierunku schodów, a następnie wyjścia z budynku.

~*~

Z uśmiechem na ustach podeszłam do widocznie niezadowolonej blondynki, siadając po turecku naprzeciwko niej na kanapie.
- No, kochana, to, co mi ciekawego powiesz? – zapytałam, wbijając wzrok w jej twarz i próbując podchwycić spojrzenie.
- Wiesz, że nie muszę spowiadać ci się z tego, z kim sypiam? – Złożyła ręce na piersi, patrząc w sufit. Chcąc zwrócić na siebie większą uwagę, szturchnęłam ją stopą. Spojrzała na mnie.
- Nie każę ci tego robić. Myślałam po prostu, że jesteśmy na tyle blisko, byś mi, chociaż wspomniała, że zaczynasz bliżej zadawać się z kimś z One Direction… - wyjaśniłam z nutką smutku w głosie. - I urzeczywistniasz swoje fantazje – dodałam chwilę potem, wytykając jej język.
- Odezwała się ta, której co noc śni się Malik. Oj, ja już dobrze wiem, jak bardzo chciałbyś być z nim bliżej, móc go dotknąć… A co dopiero żeby on dotknął ciebie. – Wypowiadając ostatnie trzy słowa, poruszyła zabawnie brwiami, a ja poczułam lekkie ciepło rozchodzące się po twarzy.
Zaśmiała się krótko widocznie z wyrazu twarzy, który przybrałam.
- Wracając do Harrego… - zaczęła. – To była całkowita tajemnica, nikt nie wiedział… Jesteś pierwsza. – Wyraźnie podkreśliła te słowa. – Ustaliliśmy, ze nikomu nic nie mówimy, dlatego nawet żaden z chłopaków nie wie i raczej się niczego nie domyślają – skończyłam raczej niepewnie.
- Nie sądzę, by się domyślali – wtrąciłam, by dodać jej pewności.
- Chciałam być zwyczajnie fair wobec niego, rozumiesz? – zapytała, patrząc mi w oczy.
Jej były… smutne.
- Powiedz mi jeszcze coś… Jesteś z nim szczęśliwa? Dobrze cię traktuje? – zapytałam, przysuwając się bliżej.
- A nie widziałaś? – Uniosła do góry brew.
- No, nie wiem, może to była po prostu…
- …gra? – dokończyła za mnie. – Nie. On kocha mnie, a ja jego. I tak, jestem szczęśliwa. W końcu trafiłam na jakiegoś porządnego faceta, który…
Przerwałam jej wypowiedź, wtulając się w nią jak najmocniej potrafiłam.
- W takim razie cieszę się twoim szczęściem – szepnęłam.

W drodze powrotnej pogoda znów się popsuła. Odczuwalna była znacznie niższa temperatura niż poprzednio, więc otworzyłam parasol i przyśpieszyłam kroku. Chciałam jak najprędzej znaleźć się w ciepłym i przytulnym domu chłopców, usiąść na kanapie, owinąć się kocem i wypić ciepłą herbatę.
Zanim się zorientowałam, byłam już na właściwej ulicy, a niewiele potem pod dobrą bramą. Z daleka dostrzegłam idącą, czy raczej biegnącą w moim kierunku parę. Zaraz jednak zorientowałam się, że był to Louis z Eleonor.
- Widzę, że ktoś jednak się zdecydował na spacer – zaśmiałam się, kiedy byli wystarczająco blisko mnie.
- Nic nie mów – syknęła zdenerwowana dziewczyna. – Cała jestem mokra! A widzisz moje włosy?!
- No chodźcie tu. – Odstąpiłam im swój parasol. W końcu z cukru nie jestem.
- Dzięki – rzucił Lou, uśmiechając się. Deszcz jego także nie potraktował ulgowo.
- Jakby to miało coś teraz dać – burknęła niezadowolona. – Wejdziemy do tego domu, czy będziemy tu dalej stać i marznąć?!
Bez słowa ruszyliśmy w kierunku drzwi.

~*~

Eleanor zrobiła mnóstwo szumu, wchodząc do cichego jak dotąd domu.  Po jej wejściu momentalnie zrobiło się głośno. Westchnąłem i podniosłem się z fotela z zamiarem udania się na piętro do sypialni, jednak zawróciłem, słysząc z korytarza jeszcze jeden głos, poza tym, należącym do Tomlinsona.
Jej głos.
Wychyliłem się na korytarz, by następnie przekonać się, że się nie przesłyszałem. Oparłem się więc w milczeniu o ścianę i zwyczajnie obserwowałem.
Jej dotąd proste włosy były teraz wilgotne, delikatnie pofalowane i leciutko skręcone na niektórych końcach, dodając jej jeszcze więcej uroku. Niektóre z bardziej mokrych kosmyków przykleiły się do twarzy, a ona na próżno próbowała się ich z niej pozbyć. Zdjęła z siebie kurtkę, odkładając ją na wieszak, a równie mokre buty odstawiła na bok.
W międzyczasie Eleonor zdążyła wymówić chyba wszystkie znane jej przekleństwa i tupiąc, udała się na górę, zajmując łazienkę chłopaków.
- Ech, a ja chciałam wziąć prysznic… - Usłyszałem, gdy zniknął u szczytu schodów, udając się za swoją kapryśną dziewczyną.
- Możesz skorzystać z mojej – zaoferowałem po chwili.
Zdziwiona podniosła głowę, widocznie dopiero mnie spostrzegając.
- Jeżeli mogę… - wydukała.
- W takim razie zapraszam. – Uśmiechnąłem się, wskazując ręką na drzwi mojego apartamentu.

~*~

Zamknąwszy za sobą drzwi, osunęłam się po nich lekko w dół. Rozejrzałam się po wyłożonym błyszczącymi kafelkami pomieszczeniu, w którym pachniało… Malikiem. Wzięłam głębszy wdech, rozkoszując się tą samą wonią, która biła od chłopaka.

Jego łazienka, różniła się od tej, w której byłam rano. Zaczynając od tego, że było w niej znacznie więcej miejsca, posiadała także według mnie ładniejsze i bardziej nowoczesne wyposażenie. Lub może po prostu była zwyczajnie ‘bardziej zadbana’. Wszystko aż lśniło.
Duża, czy może raczej ogromna wanna zachęcała swym kształtem, by się w niej położyć, zaś umieszczona w innym rogu kabina prysznicowa kusiła trzema głowicami, z których chwile potem już lała się woda. Wybrałam szybszą opcję, gdyż tak naprawdę nie miałam zbyt wiele czasu.
Nigdy nie wiadomo, kiedy Zayn będzie chciał poprawić fryzurę.
Zaśmiałam się w myślach.
Szybko zrzuciłam z siebie wilgotne ubrania, przez które zaczęło mi się robić chłodniej. Z przyjemnością weszłam do kabiny, stając pod strumieniami wody, pozwalając tym samym gorącym kroplom swobodnie spłynąć po moim ciele i trochę je ogrzać. Zadrżałam.
Po upływie około piętnastu minut zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Sięgnęłam w kierunku wieszaka po ręcznik... Którego tam jednak nie było.
- Cholera – mruknęłam.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu czegokolwiek, nadającego się do choćby częściowego osuszenia mojego mokrego ciała. Po chwili doszłam jednak do wniosku, że Malik w swojej łazience miał wszystko, za wyjątkiem ręcznika. Kolejny raz zaklęłam pod nosem, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. To naprawdę był kiepski moment, by ktokolwiek odwiedzał łazienkę Zayna. W końcu stałam całkiem naga na jej środku.
- April…? – Usłyszałam niepewny głos chłopaka.
Jeszcze jego mi tu brakowało!
- Tak? – odezwałam się równie niepewnie.
- No… Huh. Zapomniałaś ręczników i ci je przyniosłem…
W myślach wyobraziłam sobie jego zakłopotaną postać stojąca pod drzwiami i trzymającą ręczniki w jednej ręce, drugą pocierając o kark.
- Uch, zdążyłam się zorientować – mruknęłam. – Szkoda tylko, że jestem już mokra…
Wtedy spostrzegłam coś, co nie wiem, jakim cudem wcześniej przegapiłam.
Błękitny szlafrok.
Leżał elegancko złożony na koszu na pranie, jakby tylko na mnie czekał.
- Daj mi chwilę! – krzyknęłam do niego, chwytając miękki materiał i bez namysłu owijając się nim szczelnie. Nie było to trudne gdyż był duży. I męski.
Należał do Zayna.
Przeczesałam palcami mokre włosy, z których po plecach ciekły mi strumienie wody, i biorąc głęboki wdech, uchyliłam lekko drzwi. Stał tam, wyglądając prawie identycznie, jak w moim wyobrażeniu.
Dostrzegłam wymalowane na jego twarzy zdziwienie i zaskoczenie, jednak nie mówiąc nic, chwyciłam tylko ręczniki i z powrotem zamknęłam się w pomieszczeniu. Zza drzwi rzuciłam jeszcze krótkie podziękowanie, usiłując opanować rytm wybijany przez moje serce. Zdecydowanie nieprawidłowy, zdecydowanie za szybki.

~*~


Wyłoniła się zza drzwi zaledwie na parę sekund, które jednak wystarczyły, żeby moje serce zaczęło wywijać w piersi fikołki, a w głowie pojawiło się, nawet jak na mnie, zbyt wiele niewłaściwych myśli. Stałem nieruchomo w miejscu wpatrując się w ociekającą woda dziewczynę, jeszcze piękniejszą niż poprzednio. Całkowicie naturalną.
Muszę przyznać, że widok jej w moim szlafroku, nieco pobudził mi wyobraźnię. Nie powinienem pozwalać mojej fantazji na tego typu wybryki, bo mój ‘przyjaciel’ źle na to reagował. Jednak im dłużej przywoływałem w głowie jej obraz, tym moje spodnie stawały się ciaśniejsze. Westchnąłem. Zorientowałem się, że nadal stoję przy tych samych drzwiach, w których chwilę temu się pojawiła, mając nadzieję, że odgłos, który z siebie wydałem, brzmiał głośno jedynie w mojej głowie.

~*~

Nikt nie odpowiedział na moje pukanie do drzwi, wiec zwyczajnie wszedłem do środka. Zastałem Malika siedząco przy kuchennej wysepce z twarzą ukrytą w dłoniach. Zmarszczyłem brwi, widząc go w takim stanie i podszedłem bliżej.
- Hej, Zayn, co jest? – zapytałem zaniepokojony, kiedy stanąłem obok i położyłem mu dłoń na ramieniu.
Wzdrygnął się lekko.
- Nic – mruknął. – Trochę jestem zmęczony…
- Chodź. – Chwyciłem go pod ramię i pociągnąłem w stronę schodów. Stawiał lekki opór, kiedy prowadziłem go przez korytarz, jednak rozluźnił się, gdy dotarliśmy do jego sypialni. – Może się prześpisz? Powinieneś odpocząć.
- Ale ja nie chcę…
- Już. Spać – rozkazałem, wskazując na łóżko, na brzegu którego siedział.
- Dobrze, tato. – Uśmiechnął się lekko, posłusznie układając się na pościeli. – Love you, Liam.
- Love you too, Zayn. Miłych snów.
- I love you forever – Usłyszałem jeszcze, opuszczając pomieszczenie.

***

Z góry przepraszam za ewentualne błędy! 
Osobiście końcówkę tego rozdziału uwielbiam, po prostu NIE MOGŁAM TEGO TU NIE DAĆ. To byłby normalnie grzech ;> 
Czekajcie z niecierpliwością na kolejne rozdziały, bo jak powiedziała jedna osoba, akcja coraz bardziej się rozwija i staje się konkretniejsza :) A co do EIGHTEEN to planuję dodać go na zakończenie roku szkolnego lub już po :D Nie wykluczam niespodzianki ;)

Jeśli chodzi o sondę, to jest w szoku, że aż 76 czyta mojego bloga! po prostu WOW! Szkoda tylko, że w stosunku do liczby czytników, tak niewiele z Was komentuje... A mi naprawdę zależy na opiniach, każdej, choćby najmniejszej! KLAWIATURA NIE GRYZIE!