'To jest o tym, co może przytrafić się tak naprawdę każdemu z nas.'

niedziela, 27 maja 2012

Sixteen

Kochani Czytelnicy! :D 
Na początku chciałam Wam serdecznie podziękować za aż 33 komentarze pod poprzednim rozdziałem! Każdy z nich wywoływał uśmiech na mojej twarzy i nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak jestem Wam za nie wdzięczna <3
Postanowiłam dziś dodać rozdział, gdyż... W sumie sama nie wiem. Chyba po prostu od piątku mam dobry humor, a dziś stał się on jeszcze lepszy, gdyż stało się coś tak niesamowitego, że mam ochotę udusić z radości @Dee_Directioner :D A mianowicie, założyła ona dla mnie (no, może nie do końca dla mnie...XD) 'fanclub' na Twitterze! Więc jeśli czytacie tego bloga i lubicie to opowiadanie, followujcie @zari_salik! :) Kocham Cię, wiesz, Dee? Wyściskam cię w sobotę za wszystkie czasy!
Czy wy też cieszycie się na wtorkową premierę UAN DVD tak bardzo, jak ja? Osobiście naprawdę nie wiem, jak wytrzymam do soboty z otwarciem go... A czemu tak długo? Bo właśnie we wspomnianą wspaniałą sobotę, 2 czerwca, przyjeżdżają do mnie już wymieniona @Dee_Directioner, @JBluvsBabycakes, @CuteHoopy i przychodzi @MsVictoriaS, no i razem urządzamy sobie seans w moim domu <3 BĘDZIE EPICKO!
Teraz zaś, kończąc moje chyba mało ważne wywody, nastaje moment, kiedy nareszcie będziecie mogli przeczytać SIXTEEN. Zapewniam Was, że czasu poświęconego na tą notkę nie zmarnujecie ;)
ENJOY! <3

***

 
Tego dnia pogoda w Londynie zdecydowanie nie dopisywała.
Mruknąłem pod nosem parę przekleństw, czując na sobie spadające z nieba, wielkie krople deszczu i naciągając sweter na głowę na tyle, ile mogłem. Jeszcze bardziej przyśpieszyłem kroku, wiedząc, że do celu nie było już daleko.
Odczułem lekką ulgę, kiedy znalazłem się we wnętrzu kamienicy. Oparłem się na chwilę o ścianę, by choć trochę się uspokoić, gdyż wciąż odczuwałem złość. Następnie wręcz biegnąc, udałem się na ostatnie, trzecie piętro budynku, przeskakując po dwa schodki na raz. Szybkim krokiem podszedłem do jedynych drzwi znajdujących się w zasięgu wzroku i zapukałem energicznie, następnie poprawiając włosy i tym samym otrzepując się lekko z wody.
Nie musiałem długo czekać.
- Już idę! – Usłyszałem gdzieś z wnętrza mieszkania, a chwilę potem w przejściu stanęła wysoka blondynka.
Moja blondwłosa piękność...
- Och, to ty – wydukała widocznie zaskoczona moim widokiem, a zaraz potem na jej twarzy zagościł uśmiech.
Bez słowa pchnąłem ją do środka, następnie przypierając do ściany. Zamknęłam nogą drzwi i zachłannie wpiłem się w jej usta.
- Ciebie też milo widzieć – mruknęła gdzieś pomiędzy pocałunkami, gdy moje dłonie błądziły po jej skórze ukrytej pod warstwą cienkiego materiału. Nie stawiała żadnego oporu. I raczej nie zamierzała.
Dla mnie składało się świetnie.
Potrzebowałem odreagować.

~*~

Louis biegał po całym domu, sprawdzając każde pomieszczenie po kolei i szukając nawet po łóżkami. Nie znalazł jednak tego, którego szukał.
Harry przepadł bez śladu.
W czasie, gdy Niall biegał razem z Tomlinsonem, Liam i Zayn próbowali dodzwonić się do przyjaciela, który jednak nie odpowiadał. Siedzieli, więc jak na szpilkach, próbując dalej się do niego dobić. Jako, że nie zamierzałam siedzieć bezczynnie jak Eleonor, która nadal dąsała się za wyśmiewanie się z jej kulinarnych zdolności na poziomie zerowym, zdążyłam w międzyczasie posprzątać w kuchni oraz odnaleźć swoją walizkę, dzięki czemu mogłam wreszcie pójść się umyć i przebrać we własne rzeczy.
Odświeżona, zajrzałam do pokoju Nialla, gdzie odnalazłam swoją torebkę, a w niej telefon. Jak się okazało miałam jedną nową wiadomość…
­...od Dee.
Po przeczytaniu jej treści, zmarszczyłam brwi, następnie ruszając w stronę schodów.
- Znalazłam Harrego! – krzyknęłam, wchodząc ponownie do salonu, a pięć par oczu momentalnie na mnie spojrzało. – Uwaga, czytam. ‘Telefon mi zamókł, bo złapała mnie ulewa. Przekaż chłopakom, że wszystko OK i siedzę u Claudii. Wrócę jak się rozpogodzi’.
Wszyscy odetchnęli z ulgą po usłyszeniu wiadomości, jednak mnie ta sprawa zaintrygowała na tyle, bym nie mogła przestać o niej myśleć. Rozsiadłam się w fotelu, patrząc, jak pozostali stają się znów ‘normalni’ i zachowują się, jakby nic się nie działo.
Coś przecież było nie tak!
Bo skąd, do cholery, Styles miał niby adres mojej przyjaciółki?

~*~

W powietrzu jak zwykle unosił się przyjemny zapach wanilii, który idealnie komponował się z jasnymi ścianami sypialni i wszystkimi brązowymi meblami. To pomieszczenie zdecydowanie najbardziej lubiłem w całym jej mieszkaniu, choć chyba bardziej z powodu rzeczy, które tam wyprawialiśmy. Ale atmosfera też się liczyła. A ta panująca tutaj, była wręcz idealna.

Zadowolony wsłuchiwałem się w jęki, które wydobywały się z ust dziewczyny, kiedy przyssałem się do jej szyi, by po dłużej chwili pozostawić na niej kolejny czerwony ślad.
- No wiesz, co… – mruknęła, patrząc na mnie z lekkim wyrzutem, a ja, cicho się śmiejąc, ułożyłem się wygodnie na plecach, podkładając ręce pod głowę. – Jak mogłeś? Przez ciebie przez następne kilka dni będę skazana na szalik albo apaszkę.
- Jest chłodno, przyda ci się. – Wytknąłem jej język, ponownie się uśmiechając.
- Ten ciepło ubrany się odezwał… – Kładąc się na mnie, złączyła nasze usta w kolejnym namiętnym pocałunku. Mruknąłem zadowolony. – To powiesz mi w końcu, czemu przyszedłeś? – Złożone ręce ułożyła na moim torsie, opierając na nich brodę i wbijając we mnie wzrok.
- Nie mogłem się po prostu stęsknić?
- Mogłeś. Ale wypadało mnie uprzedzić, wiesz… - mruknęła, zerkając w bok.
Chwyciłem ją za podbródek i zmusiłem, by ponownie na mnie spojrzała.
- Lubię ci robić niespodzianki i wpadać bez zapowiedzi. Tak jest o wiele ciekawiej. – Pocałowałem ją po raz kolejny.
- A ja kocham twoje wizyty, Harry – westchnęła, przykrywając nas bardziej kołdrą i wtulając się we mnie.

~*~

Nigdy nie przepadałam za upałami, więc deszczowa pogoda nie przeszkadzała mi tak bardzo. Spacery w deszczu były na liście rzeczy, które lubiłam robić, więc nikt, kto mnie znał, nie powinien się zdziwić, że zdecydowałam się na takowy wybrać. Dodatkowo był on dobrym podtekstem, bym spokojnie mogła wybadać sytuację. Zerknęłam na idącą obok mnie Eleonor.
- Och, no nie rób już takiej miny. – Szturchnęłam nadąsaną szatynkę w bok, a ona mruknęła coś tylko pod nosem. Zapewne coś na temat zniszczonej przez wilgotność fryzury.
Wychodząc, byłam zmuszona wziąć kogoś ze sobą, bo sama bym spod domu do Milkshake City nie trafiła. Albo i bym trafiła, lecz po długim i bezsensownym włóczeniu się w kółko. Wydawało mi się, że akurat ją najłatwiej będzie później zbyć, bez zbędnego tłumaczenia się. Widząc w oddali bar, przystanęłam.
- Dobra, możesz wracać – oznajmiłam, a ona spojrzała na mnie zdziwiona. – Widzę Milkshake City, teraz dam radę sama i raczej się nie zgubię. Z powrotem też powinnam trafić. – Uśmiechnęłam się, a ona tylko lekko przytaknęła.
Ruszyłam przed siebie, a gdy chwilę później się obróciłam, zobaczyłam jak Calder powolnym krokiem rusza w stronę domu One Direction.
Świetne. Misję czas zacząć.

Biegnąc z rozłożonym parasolem w ręku, trzeba uważać, by nikogo nie uderzyć. Na szczęście, na mojej drodze nie było tak wielu pieszych, gdyż większość ludzi siedziała w pracy albo schowała się w domach przed brzydką pogodą.
Choć tutaj był to standard.
W myślach cały czas odtwarzałam sobie drogę do domu przyjaciółki, powtarzając kierunki, w których kolejno powinnam się była udać. Szło mi całkiem dobrze, gdyż z każdym kolejnym zakrętem i budynkiem, lepiej przypominałam sobie poszczególne miejsca, mocniej utwierdzając się w przekonaniu, że jestem na dobrej drodze.
Uprzednio rozglądając się na boki, przebiegłam przez ulicę, by następnie, zgodnie z pamięcią, móc skręcić w lewo. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc tabliczkę ze znajomą nazwą ulicy. Chwilę potem ujrzałam także właściwy budynek. Teraz już biegłam, przeskakując napotkane na drodze kałuże.
Tak to się właśnie robi!

~*~

Wiedziałam, że chłopcy z One Direction razem są bandą naprawdę zakręconych ludzi.
Wiedziałam, że razem miewają naprawdę bardzo szalone pomysły, które chętnie realizują.
Nie wiedziałam, że Harry Styles indywidualnie też bywa wariatem.
Jednak się przekonałam.
- Puść mnie, Harry, wolę się myć sama!
Na marne były wszystkie moje ciosy wymierzane w plecy chłopaka. Nie przejmując się nimi zupełnie, nadal szedł ze mną przewieszoną przez ramię, bezwstydnie trzymając rękę na moim tyłku.
- Nie wierzgaj, bo spadniesz, kochanie – zaśmiał się, wchodząc do łazienki. Odstawił mnie na ziemię, jednak chwilę potem przyciągnął jak najbliżej mógł, obejmując w pasie.
- Głupek – skomentowałam, a ten tylko się uśmiechnął.
- Zakochany głupek.
Wpił się w moje usta, pchając mnie do tyłu, a jednocześnie będąc blisko mnie. Po zrobieniu zaledwie kilku kroków, natrafiłam stopą na brzeg brodzika, tym samym tracąc równowagę. On jednak był uważny i sprytnie wykorzystał sytuację, podnosząc mnie do góry i wchodząc do kabiny.
- Harreeeehhh – jęknęłam, kiedy przyparł mnie do zimnej, wyłożonej kafelkami ściany. Uciszył mnie po raz kolejny, prawie, że miażdżąc mi usta swoimi wargami, obejmując mnie jedną, a odkręcając kurek drugą ręką.
Chwilę potem zalał nas strumień zimnej wody.
Pisnęłam.

~*~

Wnętrze kamienicy przeszło dobrze widoczny i całkiem efektowny remont. Od razu zauważyłam, że ściany świeżo odmalowano, naprawiono, jak także porządnie wysprzątano schody, włączając w to oczywiście wszystkie piętra. Po cichu, na palcach wspinałam się na coraz to kolejne stopnie. Kiedy dotarłam na ostatnie piętro, wzięłam głęboki oddech i zapukałam. Z bijącym sercem czekałam na jakikolwiek dźwięk, jakąkolwiek odpowiedź, jednak, kiedy nic się nie stało, powtórzyłam czynność. I jeszcze raz, i kolejny. Marszcząc brwi, przytknęłam ucho do drzwi, a po dłuższej chwili dobiegł do mnie dziewczęcy pisk.
To jak nic ona.
Położyłam dłoń na klamce, delikatnie naciskając i lekko zdziwiłam się, gdy drzwi ustąpiły. Nie wiedząc, czego się spodziewać, powoli weszłam do środka. Na pierwszy rzut oka nie zauważyłam żadnych zmian od mojej ostatniej wizyty tutaj. Oparłam złożony już parasol o ścianę i zdjęłam mokre buty, nie chcąc pobrudzić całej podłogi. Je także zostawiłam w korytarzu, udając się dalej w głąb mieszkania i rozglądając się na boki. Powinnam była jednak patrzeć pod nogi.
Na podłodze porozrzucane były ubrania, a ja potknęłam się o parę jeansów. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Claudia należała do bałaganiarzy, jednak w pewnym momencie zawsze przytomniała i wszystko natychmiast sprzątała. Wzięłam do ręki granatowy sweter, który z pewnością nie należał do dziewczyny. Po pierwsze – był zdecydowanie na nią za duży. Po drugie – mocno pachniał męskimi perfumami. No i po trzecie – w identycznym widziałam dziś Harrego.
Więcej nie było mi trzeba. Już wiedziałam, co się kroi.
A głosy dobiegające z łazienki dodatkowo tylko utwierdziły mnie w moich przekonaniach.
Nie zamierzałam im jednak przeszkadzać.
                                           
~*~

- Jesteś chory, Styles, przestań już! – zaśmiałam się, czując dłonie chłopaka na swoim bokach. – Dobrze wiesz, że mam łaskotki!
- I sprytnie to wykorzystuję – dodał, przyciskając mnie do siebie.
- Chyba wystarczy tego dobrego jak na jeden dzień, nie sądzisz? – Oderwałam się od niego, a korzystając z okazji, wyszłam z kabiny. Pośliznęłam się jednak na posadzce i gdyby nie szybko refleks chłopaka, trochę bym się poobijała.
- Dzięki – szepnęłam, całując go w policzek i sięgając po ręczniki wiszące na wieszakach. Podałam mu jeden a sama owinęłam się drugim.
- Zawsze do usług. – Owinął się ręcznikiem w pasie, dumnie wypinając pierś.
Cicho zachichotałam i wbiłam w niego wzrok na dłuższą chwilę. Był idealny…
I tylko mój.
Podchwytując moje spojrzenie, posłał mi uśmiech, następnie chwytając suszarkę i zajmując się swoimi włosami. Skierowałam się do drzwi z zamiarem pójścia do pokoju i wzięcia jakichś ubrań, jednak od razu po wyjściu stanęłam jak wryta.
- Cześć – powiedziała najspokojniej w świecie April, siadając na kanapie. W rękach trzymała swój ulubiony fioletowy kubek. – Dobrze się bawiliście? – zapytała, posyłając mi lekki uśmiech.
Nie było to wredne… Zwyczajnie zapytała.
- Jak długo tu jesteś? – Poczułam, że się czerwienię.
- Jakieś… dziesięć minut? Nie chciałam przerywać, więc się rozgościłam – wyjaśniła.
- Boże… - szepnęłam, obracając się na pięcie i z powrotem zamykając się w łazience.
Oparłam się o drzwi, a Harry spojrzał na mnie zdziwiony, przystając, czy raczej kończąc suszyć włosy.
- Coś się stało? – Podszedł bliżej, kładąc mi dłoń na policzku.
- Wpadliśmy, Harry.

 *** 

Na koniec chciałam zapowiedzieć, byście 2 czerwca wieczorem wypatrywali na Twitterze 'niespodzianki' ode mnie i Dee. Możliwe, że Wam się spodoba :)
PROSZĘ TEŻ, BYŚCIE ZAGŁOSOWALI W ANKIECIE, KTÓRA POJAWIŁA SIĘ PO PRAWEJ STRONIE BLOGA. To dla mnie ważne :)
No i zapraszam jeszcze na nowego bloga Dee http://the-end-and-new-beginning.blogspot.com/ na którym wkrótce pojawi się pierwsza część naprawdę niesamowitej historii, którą we fragmencie miałam już okazję poznać ;)
To na tyle.
Bye <3